18.02.2015

„Jeden uśmiech”


Pairing: Nishinoya x Kenma [NishiKen]
Fandom: Haikyuu!!


Nigdy nie spodziewałem się spotkać kogoś takiego, jak on.
Od początku kącikiem oka śledziłem każdy jego ruch. Gdy grał, obserwowałem, jak jego klatka piersiowa unosi się w nierównym rytmie, łapczywie pragnąc kolejnego oddechu, a wzrok przeczesuje boisko, by dostrzec każde niedopatrzenie przeciwnika. Raz po raz zatrzymywał się na graczu, na ułamek sekundy, a jednak przeszywał, jak gdyby był w stanie widzieć najmniejszą komórkę w ciele, każdy mięsień i przewidzieć kolejny ruch. Kiedy padał na mnie, przełykałem nerwowo ślinę, jednak byłem spokojny. Nie czułem w nim wrogości, raczej zrozumienie. Padałem na mokrą od potu posadzkę z myślą, że moje starania są dla niego widoczne, że je docenia, szanuje i mimo że byliśmy po dwóch stronach siatki, czułem jego obecność tuż obok, jak gdyby gorącym oddechem dyszał mi w kark.
Po skończonym meczu pobiegłem pod prysznic. Chłodna woda przywróciła mi nieco trzeźwe myślenie, a po chwili zastanowienia, zdecydowałem się na rozmowę.
- Asahi-san! Asahi-san! Aaasahi, przepuść mnie w końcu, muszę iść przejrzeć wroga!
- Już, już. Proszę. - odparł, przeciskając w końcu koszulkę przez głowę.
- Nishinoya, portki! - wrzasnął rozbawiony Hinata.
- Nie ma czasu na szczegóły, przyjacielu! Czas mnie nagli!
- Ale nie będziesz tam biegł z skarpetkach - zaśmiał się Koushi, podając mi spodnie i buty - nie chcesz chyba, żeby nasz nowy kolega wziął cie za ekshibicjonistę, haha!
- Czcze gadanie, nie jestem żadnym zboczeńcem!
- Nigdy nic nie wiadomo...
- No przecież zakładam, odwalcie się. Patrzcie, już. A teraz idę, już dość czasu przez was straciłem! - zawołałem, wybiegając z szatni na salę.
Kenma siedział w rogu z sali, trzymając w dłoni telefon. Poprawiłem więc koszulkę i pozornie pewnym krokiem ruszyłem w jego kierunku. Gdy tylko znalazłem się w zasięgu jego oczu, ponownie zacząłem odnosić wrażenie, że uważnie mi się przygląda. Będąc już całkiem blisko, przełknąłem ślinę i odparłem z uśmiechem:
- Cześć, jestem Nishinoya Yuu!
Blondyn poniósł wzrok znad ekranu telefonu, a po chwili ciszy i zastanowienia przedstawił się.
- Kenma Kozume, miło mi cie poznać.
- Na boisku byłeś niesamowity! Widziałem, ile robiłeś dla drużyny, to dopiero było coś. I to, jak uratowałeś wtedy tamtą piłkę!... Sam miałbym z nią problem, o rany!
- Naprawdę tak myślisz?
- No pewnie! Ja nigdy nie kłamię! - powiedziałem, z dumą pokazując kciukiem na swoją pierś.
Ku mojej radości Kenma zatrzasnął klapkę komórki i odłożył ją obok siebie na podłogę, siadając po turecku. Sam usiadłem naprzeciwko niego, kontynuując rozmowę.
- Musisz mocno kochać siatkówkę!...
- Nie bardzo.
- Jak to? To dlaczego jesteś w drużynie? - zapytałem z nieukrywanym zdziwieniem.
- Dla Kuroo.
Przez moment patrzyliśmy na siebie bez słowa. Nie rozumiałem, jak ktoś tak dobry jak on, może być w drużynie bez większego zaangażowania w to, co robi. Pochyliłem się do tyłu, opierając się wygodniej na rękach. Jakim cudem można zajść tak daleko bez pasji?
- Obiecałem mu i słowa dotrzymuję, zależy mu na tym. Gra ostatni rok, nie chcę go teraz zostawić samego.
- A, więc w ten sposób. Nie zależy ci na grze, ale na przyjacielu?
- Tak.
- Sam wróciłem niedawno. - westchnąłem - Odszedłem, kiedy zrobił to Asahi-san, nie chciałem grać bez niego i wróciłem, kiedy on wrócił. - wytłumaczyłem.
- Kuroo też by tak zrobił, a ja chcę, żeby był szczęśliwy.
- Kenma, wracamy!
- Muszę już iść. - odparł, przerzucając sportową torbę przez ramię i zabierając telefon.
- He-hej, zapiszesz mi swój numer? Też dam ci swój! No wiesz, jakbyśmy chcieli pogadać, czy umówić się na kolejną grę.
Blondyn kiwnął głową na znak zgody, po czym wymieniliśmy się komórkami.
- Dobra, gotowe! Napisz kiedyś do mnie!
- Kenma! Co ty tam jeszcze robisz?!
- W porządku, napiszę. Wracam do drużyny. Do następnego spotkania, Nishinoya-san.
- Też wracam do reszty. Do kiedyś, było miło!
Kiedy dobiegłem do swoich, Daichi żegnał się właśnie z Kuroo, a właściwie, to miażdżył mu dłonie. Z jeszcze większym uśmiechem machałem Kenmie, dopóki nie zniknął za ogrodzeniem.
- Dobra robota, chłopaki. - pochwalił nas Sawamura.
- Nie lubię ich kapitana, jest irytujący. - mruknął blondyn, poprawiając spadające okulary.
- Przesadzasz, Tsukki. Wcale nie jest taki zły, widać, że drużyna na nim polega.
- Wracam do domu. - oznajmił Kageyama.
- Zaczekaj, wracam z tobą! - zawołał Hinata, pędząc do szatni po swoje rzeczy.
- Na nas też już pora. Jutro sobota, zaczynamy trening od ósmej. Tylko nie spóźnijcie się jak ostatnio, bo nasz kapitan nie będzie już taki pobłażliwy. - poprosił żartobliwie Sugawara.
- ...kiedy Daichi się wścieka jest przerażający.
- I to się nazywa respekt kapitana! Chodź Suga, zajdziemy jeszcze po coś do jedzenia.



Od razu po powrocie do domu zajrzałem do kuchni z nadzieją, że sam znajdę coś do przekąszenia, jednak zastałem tylko mamę gotującą obiad. Ucałowałem ją więc w czoło na powitanie i podkradłem czekający na mnie kubek z herbatą, nie chcąc robić jej przykrości kanapkami. Nie chcę, by myślała, że nie szanuję jej czasu i ciężkiej pracy. Omal nie rozlewając na schodach herbaty przez potknięcie, wróciłem bohatersko do pokoju. Wykończony położyłem się na łóżko, wlepiając wzrok w śnieżnobiały sufit. Myśl o dzisiejszej rozmowie z Kenmą nie dawała mi spokoju. Wyjąłem z kieszeni jeansów telefon, sprawdzając skrzynkę wiadomości. Pusto.
- Eh... za wcześnie jeszcze.
Przez cały ten czas zastanawiałem się nad jego osobą. Wydawał mi się przygaszony, ani razu nie dostrzegłem, by się uśmiechał. Jedynie, kiedy pochwaliłem jego grę, uniósł niezauważalnie kącik ust. Z każdą chwilą narastała we mnie chęć rozweselenia go, doprowadzenia do śmiechu i szczerego, szerokiego uśmiechu, mimo że wydawało się to graniczyć z cudem.
Z zamyślenia wyrwał mnie krzyk mamy proszącej o zejście na obiad.
- Już biegnę, mamo! - zawołałem, a gdy tylko wychyliłem nos z poza pokoju, od razu dobiegł mnie zapach świeżych warzyw i gulaszu. Uradowany szybko zszedłem po schodach i usiadłem na przeciwko niej. - Smacznego! - zawołałem, zabierając się za jedzenie - Gdzie tata i Saiko?
- Tata musiał zostać dziś po godzinach, przez ostatnie chorobowe nazbierało mu się trochę papierkowej roboty. Uh, kto to widział, żeby chory na grypę człowiek podróżował metrem bez maski! - oburzyła się - Saiko powinna za niedługo wrócić. Poszła po szkole do koleżanki. Yuu, mam prośbę. Pomóż jej później z matematyką, ostatnio kiepsko sobie radzi. Jesteś starszy, przerabiałeś już to, nie powinno być to dla ciebie problemem, dobrze?
- Nie ma sprawy, żadne ułamki i procenty mi nie straszne! - zawołałem, dumnie wypinając pierś - Nie takie rzeczy się na olimpiadach rozwiązywało!
- Jesteś kochany. No, a teraz jedz ładnie. Musisz mieć siłę, żeby grać w siatkówkę i się uczyć, mózg musi się czymś odżywiać. - uśmiechnęła się.
Moja mama nie wychowywała mnie jak typowa japonka. Dawała mi znacznie więcej uwagi i ciepła, niż rodzice innych dzieciaków. Nigdy nie mogliśmy narzekać z Saiko na brak zainteresowania z jej strony, zwłaszcza, że żeby mieć na nas oko, postanowiła pracować w domu, kosztem mniejszych zarobków. Jest cudowną kobietą.
- Jem, jem, jest pyszne!



Minęły trzy dni od mojego ostatniego spotkania z Kenmą. Od tego czasu nieustannie sprawdzam skrzynkę i zastanawiam się, jak będzie wyglądała nasza następna rozmowa.
- Nishinoya, piłka!
- Bez obaw, odbijam!
- Co się z tobą do cholery dzieje?! - wrzasnął Kageyama - Jak tak dalej pójdzie, to nasze marzenia o wygranej będziemy musieli odłożyć na za rok!
- Prze-przepraszam! Zamyśliłem się. Już nie przepuszczę żadnej, obiecuję! - odkrzyknąłem, pokornie się kłaniając.
- Nic się nie stało, ale pamiętaj, że jesteśmy drużyną i polegamy na tobie tak samo, jak na pozostałych. - odparł z pobłażliwym uśmiechem Suga, kładąc rękę na moim ramieniu.
- Sugawara... ja...
- To już wszystko na dzisiaj, posprzątajcie po sobie! Możemy chwilę porozmawiać?
Kiwnąłem głową na znak zgody, idąc za Koushim do magazynu. Nie stresowałem się, że na mnie nakrzyczy, lubiłem z nim przebywać, w końcu to Suga! Jego osoba jest niesamowicie ciepła i przyjazna, potrafi uspokoić jak mało kto, a do tego zazwyczaj jest bardzo spokojny i opanowany.
- O co chodzi? Od meczu z Nekomą dziwnie się zachowujesz.
- Nic mi nie jest! Obiecuję, że niedługo wrócę do formy!
- Chodzi o Kenme?
- Nie! Znaczy tak, tak jakby. Ale mówię, to nic ważnego, na następnym treningu będę się starał potrójnie!... nie, poczwórnie!
- Jeśli go polubiłeś to może umówcie się na spotkanie? Widziałem, jak wymieniacie się numerami, a wydaje mi się, że on również darzy cie sympatią. Poza tym, wydawał się być całkiem miły, chociaż chyba nie przepada za towarzystwem.




Idąc za  radą Sugawary, umówiłem się z nim popołudniu w parku tuż obok lodziarni. Kiedy przyszedł, powiedział mi, że jest zaskoczony moją chęcią spotkania, jednak wydawał się być całkiem szczęśliwy. Wypowiadał się dziś inaczej, niż kiedy rozmawialiśmy po meczu, jakby był nieco spokojniejszy i bardziej ufny. Usiedliśmy razem na ławce tuż przy drzewach, które miały imitować las. Opowiedziałem mu co nieco o Karasuno, a on mi o tym, jak jest w Nekomie. Dowiedziałem się też, że razem z kapitanem są przyjaciółmi od dziecka, a nawet poznałem kilka historyjek z ich dzieciństwa. Sam wspomniałem o Asahim, a na wspomnienie o naszej przygodzie, kiedy to zgubiliśmy się w lesie i goniły nas wściekłe wiewiórki, Kozume roześmiał się. W tamtym momencie nie posiadałem się z radości, żwawo gestykulując i pokazując mu, jak jednak z nich rzuciła orzechem prostu w Asahiego. Okazało się, że mamy sobie wiele do powiedzenia. Od dawna nie byłem tak bardzo szczęśliwy, jak po dzisiejszym dniu. Muszę koniecznie podziękować Sugawarze, za przekonanie mnie do tego!

10 komentarzy:

  1. NISHINOYA I KENMA, NIE POWIEM — DZIWNE.
    BARDZO DZIWNE.
    A L E — Z A — T O — Z A J E B I S T E.
    boże, czytam i czytam i muszę pochwalić cię za styl, bo masz naprawdę bardzo ładny. także ogólnie one shot czy miniaturka mi się spodobała, bo taka lekka i miła.
    zbytnio nie zwracałam uwagi na błędy, bo to nie moja bajka, lecz pogubiłaś parę przecinków.
    nishinoya taki radosny, otwarty, normalnie trochę pojebany XDDD
    ale co tam, ważne, że się doczekałam.
    nie potrafię dobrze tego skomentować, więc po prostu zakończę to tak.
    K O C H A M
    C I Ę
    Z A
    T O
    P A M I Ę T A J
    J U Ż
    Z A W S Z E
    B Ę D Ę
    C I Ę
    T U
    N A W I E D Z A Ć

    HA HA HA HA, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a i muszę pochwalić szablon, bo śliczny wyszedł. jednak brakuje mi tu kilku dodatków, takich jak strony, w których zawrzesz informacje, no wiesz... @-@

      Usuń
    2. Wah, tyle miłych słów. D:
      NishiKen urwało mi się z choinki, ale pokochałam ich od pierwszej myśli i będę swoją miłość dzielnie szerzyła, zwłaszcza, że jestem chyba pierwszą osobą w fandomie, która cokolwiek z nimi zmajstrowała. *duma* uwu
      Co do błędów, moja Beta już przybyła z odsieczą, dzięki za zwrócenie uwagi! A jeśli chodzi o szablon, to nie miałam już na to czasu i zrobię to dopiero jutro z rańca. D: Kto rano wstaje, ten ogarnia bloga. :')"
      Za komentarze też odwdzięczę się jutro, bo jednak blogger z telefonu jest jak baba na okresie i publikuje, jak mu się zachce. Wolę nie ryzykować rzucaniem komórką o ściany, bo jednak jest mi potrzebna. D:

      Usuń
  2. Twoja Beta przybyła, żeby tym razem skomentować. (co z tego, że z anona, k)
    To było takie awwwwwwwwwwwwwwu, serio. Noya jest uroczy, Kenma jest uroczy, więc ogólnie mam teraz cukrzycę. Tylko szkoda, że już się skończyło. ;;
    Czekam na nsfw IwaOi.
    I tak mi wiem, że mi to napiszesz, nie zaprzeczaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bruh, kochaj ich ze mną.Inaczej nie będę Ci smażyć steków, a to poważna groźba. Ps: tak będzie.
      A o nsfw to my możemy porozmawiać prywatnie, wtedy zobaczę, co da się zrobić. Może dostaniesz na urodzinki, luv me now, bro.

      Usuń
  3. O kami-sama yaoi, awciam mocno. ;_; Nishinoye oddajesz idealnie. Taki lśniący, uśmiechniety i krzykliwy i i i i i i i.... No sama wiesz, no jaki. XD DO TEGO BYL KUROO! MOWIL COS! USŁYSZALAM JEGO CUDOWNY GLOS! <3 jedynym, malym, minusem, jest dla mnie to, ze jedziesz tekstami prosto z serii. XD niby w jakis sposob oddaje to najlepiej zachowanie postaci, ale wole, jak autor wymysla cos nowego ale cos, co do nich pasuje. XDD chociaż, swoją droga, jak inaczej powiedziec o kapitanie, niż o prostu przerazajacy? <3
    NAPISZ MI KUROKAGE. ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WIEDZIAŁAM, ŻE UGNIESZ SIĘ PRZED DOSKONAŁOŚCIĄ TEGO SHIPU. XDDDD

      Usuń
  4. Okej, znalazłam chwilę na przeczytanie i skomentowanie~

    Ogólne wrażenie jest pozytywne, opowiadanie bardzo raźne, lekkie i przyjemne ze względu na styl pisania i trafne odwzorowanie postaci. Jednak to, co przeszkadza, to zbyt duża ilość dialogów, albo raczej - dużo dialogów z brakiem opisów. Możliwe, że to kwestia gustu, bo z kolei moje opowiadania wręcz zalewają opisem, ale momentami brakowało mi krótkiego wtrącenia narracyjnego. Nie mówię o kwiecistych wylewach dotyczących otoczenia czy wykonywania danej czynności, raczej o proste zdania nadające pewnego charakteru typu "skrzywił się na moją odpowiedź", "uniósł pytająco brwi" i tym podobne. Poza tym część dialogów można odpuścić, gdy nie są takie istotne dla fabuły, na przykład "Kenma, wracamy!" i zastąpić je opisem.

    Z dalszych rzeczy, rozumiem, że jest to one-shot? Brakowało mi tego głównego wątku, wokół którego koncentrowałaby się fabuła. W tym przypadku był to wspomniany w tytule jeden uśmiech, który jednak utonął mi w całości i był niemal niedostrzegalny. W tym przypadku warto albo wyszczególnić go poprzez częste powtarzanie (coś typu "Kolejną noc z rzędu zastanawiałem się, dlaczego tak rzadko się uśmiecha?") albo pominąć część scen, które przykuwają uwagę i odsuwają główny wątek gdzieś na boczne panele.

    I żeby nie było, że jestem jakimś krytycznym potworem bez uczuć, to jestem mega szczęśliwa, że pojawił się ktoś, kto chce pisać ff do HQ!!, bo ta seria zdecydowanie na to zasługuje. Masz duży potencjał, także nie zmarnuj go, pisz dużo i nie zrażaj się błędami! Powodzenia! *^^*

    ~tess.

    OdpowiedzUsuń